środa, 18 października 2017

Nowe polowanie na 909,909 na liczniku :)



Zapowiadałam wczoraj, że ogłoszę nowe polowanie, no i ogłaszam.
Polujemy na 909,909 wejść na liczniku.

Tym razem wygra tylko 1 osoba...
Wygra ten, kto jako pierwszy przyśle na mojego emaila anetapzn@gazeta.pl screen w jpg ekranu z licznikiem 909,909 lub najbliższym tej liczy wejść w górę czyli np. 909,910 etc.
Konkurs tylko dla obserwujących mój blog. 

Do wygrania 1 pakiet książek:


 


Nagrody dla osób, które wczoraj wygrały w organizowanych przeze mnie konkursach, m.in. polowaniu, już się pakują i w tym tygodniu będą wysłane. Mam nadzieję, że poczta polska szybko je dostarczy. 

Zapraszam do nowej zabawy...są chętni? 

wtorek, 17 października 2017

Szok, czyli 2,500 tys. wejść dzisiaj :) czyli wyniki łapania 888888



Poszłam tylko na chwilę po coś obok, przychodzę, a tu screeny licznika w emailu:)

Licznik upolowały przed chwilą dwie osoby:

Agnieszka z bloga aga-zaaczytana.blogspot.com

 


i Kasia z Księgozbiorukasinego. Kasia wygrała też dzisiaj książkę z Wyd. Amber, dostanie więc ode mnie pakę z 3 książkami. 


Agnieszkę proszę o nadesłanie adresu do wysyłki.

Książki wyślę w ciągu 7 dni listem poleconym.

A niedługo ogłoszę kolejne polowanie z nagrodami....
 


Upoluj 888,888 i wygraj 2 książki :)

Przypominam, iż trwa polowanie na 888,888 na liczniku odwiedzin na moim blogu.

Wygrywają dwie osoby, które nadeślą jako pierwsze zdjęcie licznika z w/w cyfrą lub kolejne najbliższe sześciu ósemką, np. 888,890 etc.
Zdjęcie musi być w jpg przysłane do mnie na email anetapzn@gazeta.pl. Liczy się kto pierwszy ten lepszy , liczy się czas w którym email do mnie dotrze.
Wysyłka książek  na terenie Polski w ciągu 7 dni od nadesłania przez zwycięzców na w/w email adresów do wysyłki.
Aha, co jest nagrodą :) 
każdy ze zwycięzców (2 osoby) otrzyma takie książki ( po 1 egz. każdej książki) ufundowane przez Wydawnictwa Amber i Muza....

Zapraszam do zabawy :)


Wyniki konkursu z Wyd. Amber

Po 1 egz. książki Moja hiszpańska przygoda zdobyły:
Księgozbiór Kasiny i Sandi Cullen.

Bardzo proszę o przesłanie adresów na email: anetapzn@gazeta.pl

poniedziałek, 16 października 2017

Ludzie na drzewach - Hanya Yanagihara

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 6/6
Autorka Małego życia ponownie sięga po bardzo bolesny, trudny temat. Tym razem podejmuje kwestie osób wybitnych pod każdym względem i zadaje pytania czy takie osoby obowiązują te same zasady, takie samo prawo, jak zwyczajnych ludzi. A może wybitne jednostki może jednak mogą omijać pewne normy, prawa, podstawy funkcjonowania w społeczeństwie? Czy zło czynione w dobrej intencji, nawet najlepszej, jest usprawiedliwione? Czy cel uświęca środki?
Trudno jest mi w kilku zdaniach napisać o czym jest ta książka. Bez wątpienia poruszyła mnie i to bardzo. Zmusiła także do przemyślenia kilku kwestii.
Autorka nad tą powieścią pracowała aż 18 lat. Tak, dobrze czytacie - osiemnaście. Ludzie na drzewach oparci w dużej mierze na faktach, na postaciach autentycznych, są niezwykli.
Początkiem książki była historia noblisty z lat 70. XX wieku, Daniela Gajduska.
Jego odkrycie uratowało tysiące ludzi. Jednak, jak się okazało, naukowiec wsławił się nie tylko tym co ważne z punktu widzenia nauki.. Pod koniec życia został skazany w USA za pedofilię. Mówi się, że był to chyba najbardziej kontrowersyjny Nobel w ponadstuletniej tradycji nagrody. Ludzie na drzewach nie są bezpośrednio o tym nobliście, ale jego sylwetka, wyrok i dyskusja, jaka się po skazaniu rozpętała na świecie, stały się przyczynkiem do napisania książki.
Głównym złym w tej opowieści, jest zupełnie przypadkowy człowiek, którego sylwetka przedstawiona na początku książki, w najmniejszym nawet stopniu nie zapowiada tak dramatycznych wydarzeń. Gdyby Perina przypadkiem nie dostał się na antropologiczną misję na jedną z zagubionych an Pacyfiku wysepek... Gdyby... Nie od dziś wiadomo, iż życiem, światem na ogół rządzi przypadek. Yanagihara w swojej książce potwierdza tę tezę.
Myślę, iż wystarczająco zaanonsowałam wam treść książki. Nie będę więcej o niej opowiadać.
W przeciwieństwie do Małego życia, w Ludziach na drzewie brak drastycznych scen.
Atuty książki to wspaniałe opisy przyrody, kwestii etnograficznych, kulturowych, majstersztyk.
Na ogromny plus zasługuje też wręcz odrażająca postać głównego bohatera. Stworzyć taką sylwetkę to wielka sztuka.W ogóle cała książka jest pełna postaci w mniejszym lub większym stopniu budzących odrazę lub co najmniej niechęć, wstręt. Nie ma nawet jednej postaci, która wzbudziłaby we mnie sympatię, lub inne pozytywne uczucia.
Ludzie na drzewach to pierwsza książka Hanyi Yanagihari. Została ona napisana przed słynnym u nas Małym życiem. Nie wiem, dlaczego u nas zamieniono kolejność wydania książek. Ludzie na drzewach są świetni i zapowiadają kolejną niezwykłą książkę pisarki, jaką okazało się Małe życie. Polecam obie powieści i aż się boję co będzie w 3. książce.



 

niedziela, 15 października 2017

Deadline. Zdążyć przed terminem - Tom DeMarco

Wydawnictwo Studio Emka, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Autor niniejszej książki, Tom DeMarco, to amerykański konsultant, informatyk, jeden z twórców inżynierii oprogramowania, ale także niezły pisarz. Autorowi udało się przedstawić zaporowe, nieprzyswajalne, nudne jakby się zdawało dla wielu kwestie dot pracy zespołu zajmującego się tworzeniem oprogramowania w sposób prosty, inteligentny, zabawny, przyswajalny w zasadzie dla każdego.
Tytułowe deadline, to angielski termin oznaczający cezurę bądź granicę czasową, przed jaką dana czynność ma zostać wykonana.
W dzisiejszych czasach, wśród pędu życia, a szczególnie w branżach pokroju IT, deadline pojawia się w zasadzie co chwila. Można nawet śmiało rzec, iż deadline jest nieodzowną częścią naszego świata. DeMarco napisał o tym ciekawą, humorystyczną, postrzeganą z lekkim przymróżeniem oka książkę.
Książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Każdy opowiada o kolejnym etapie powstawania danego projektu. Sporo miejsca jest także poświęcone kontaktom między pracownikami, rekrutacji nowych pracowników, integracji zespołu etc. Każdy z rozdziałów zakończony jest zapiskami dot. zawodowego doświadczenia autora, takimi jakby zapiskami z dziennika.
Tym co przewija się w każdym z rozdziałów i co łączy ludzi w branży niezależnie do zajmowanego stanowiska, jest stres i presja.
Deadline jest bardzo ciekawą lekturą, choć nie ukrywam, nie jest to pozycja dla każdego. Jednak uważam, iż warto dać jej szansę. Język, sposób pisania, poczucie humoru i sfabularyzowanie dla większości osób obcego świata informatyków, czynią tę pozycję bardzo ciekawą, momentami nawet porywającą lekturą. DeMarco udało się świetnie połączyć świat niedostępny z formą powieści i poradnika. Czyta się szybko i ze sporą przyjemnością. Nie ukrywam, iż jestem bardzo mile zaskoczony tą lekturą.



sobota, 14 października 2017

Krzysztof Klenczon. Historia jednej znajomości - Alicja Klenczon Tomasz Potkaj

Wydawnictwo WAM, Ocena 4,5/6
Tę książkę przeczytała akurat moja mama, która jest z pokolenia, gdy tworzył Krzysztof Klenczon. W związku z tym to będzie jej opinia.
Książka jest ciekawa, opowiada o początkach twórczości muzyka, gdy piosenki, kompozycje były najważniejsze, gdy było bardzo biednie, trudno, ale cały czas Klenczon wierzył, że się uda, że warto. 

Krzysztof Klenczon to początkowo zespół Niebiesko-Czarni, póżniej o wiele słynniejsze i pamiętane do dziś Czerwone Gitary.
Na uznanie, sławę, koncerty musiał długo czekać. Jednak gdy popularność nadeszła, jej efekt przerósł nawet oczekiwania samego muzyka. Liczne płyty, nagrania, teledyski, koncerty, fani (głównie fanki), sława.
Jednak sława, bycie na topie ma także swoja druga stronę. Są nią liczne nieporozumienia np.z ówczesnym monopolistą ZAIKSem, Sewerynem Krajewskim, z którym Klenczon toczył zażartą rywalizację. To wszystko spowodowało niesmak, niechęć i odejście ze święcących niesamowite triumfy Czerwonych Gitar. Powstał zespół Trzy Korony, który dosyć szybko zyskał grono wielbicieli.
Co było dalej, co było w międzyczasie...tego dowiecie się w trakcie lektury tej ciekawej książki.
Ogromnym atutem opowieści jest to, iż jednym z jej współtwórców jest żona nieżyjącego muzyka, Alicja Klenczon. Dzięki wstawkom dot. cech Krzysztofa, anegdotom z ich życia prywatnego, zawodowego, drobiazgom dodawanym tu i ówdzie, książka nabiera niepowtarzalnego smaku, klimatu. Dodatkowo artysta przed laty wielbiony przez tysiące fanów jawi nam się, jako zwyczajny człowiek, z zaletami, ale i wadami, humorami, gorszymi i lepszymi dniami. 

Alicja Klenczon męża, którego kochała ponad wszystko straciła wiele lat temu. Artysta zginął w tragicznym wypadku samochodowym. Pamięć o nim jest jednak dla niej ogromnie ważna i dlatego powstała ta książka, która jest nie tylko opowieścią o nim, o niej, o ich wspólnym życiu, ale także szkatułką pełną drobiazgów składających się na życie tej niezwykłej pary.
Czyta się dobrze, najlepiej, gdy w tle rozbrzmiewają dźwięki muzyki tworzonej przez bohatera. 

środa, 11 października 2017

1000 słów - Jerzy Bralczyk

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 6/6
Gdy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć, przeczytać, korzystać z niej.
Prof. Bralczyka chyba kojarzą wszyscy. Dla wielu z nas jest on wyrocznią w zakresie tego, co i jak mówić, jakich błędów unikać.
Programy profesora ogląda się z wielką przyjemnością. Są one nie tyle lekcją, co spotkaniem z niezwykłym człowiekiem, który jak nikt inny potrafi w fascynujący sposób przekazać wiedzę w zakresie polskiego języka.
1000 słów to po 500 zdaniach kolejny słownik do czytania w całości. Napisałam słownik, ale w rzeczywistości obie książki są zbiorem błyskotliwych, mądrych, zabawnych felietonów dot. naszego trudnego języka.

Oprócz tytułowego 1000 słów w książce znajdziemy mnóstwo fascynujących informacji o pochodzeniu danego słowa, o jego znaczeniu, metamorfozie, przemianach naszej obyczajowości, kultury, polityki. Autor traktuje słowa niczym ludzi, krewnych, przyjaciół. Wspaniała, wszechstronna i niezwykle ciekawa pozycja. 
Co szczególnie cenne to fakt, iż cała wiedza dot. słów, przekazana jest czytelnikowi w sposób profesjonalny, ale przy tym lekki, daleki od moralizatorskiego czy szkolnej nudy. Dzięki temu książka przypadnie do gustu zarówno osobom zawodowo zajmującym się słowami, językiem polskim, jak i laikom, którzy chcą dowiedzieć się i nauczyć czegoś niezwykłego.
Redaktorem książki jest Michał Ogórek, który tworzy niezwykłą strukturę 1000 słów, co jest dodatkową rekomendacją dla tej książki. 

Podział książki jest niezwykły. Mamy rozdziały takie, jak:  Słowa, którym na nas nie zależy, Słowa stwarzające świat, Słowa, które znaczą coraz więcej, Słowa milowe, Jeszcze nie słowa i wiele innych niezwykłych, niecodziennych. Czytając tytuł rozdziału trudno zgadnąć, czego będzie dotyczył. Każda z nazw, tytułów rozdziałów obiecuje z pewnością wspaniałą przygodę. Ot chociażby rozdział Słowa stwarzające świat, który traktuje o słowach  najpotężniejszych, bo mających siłę stwarzania nowych konstrukcji ludzkiego umysłu.
W trakcie lektury wiele razy się zdziwimy, uśmiechniemy, zamyślimy, a jeżeli tylko będziemy chcieli także nauczymy. . 
Gorąco zachęcam do kupna tej książki, korzystania z niej i wyniesienia z lektury, jak najwięcej. Całkowicie zgadzam się z tym, co napisał Michał Ogórek:
„Mądrej głowie dość dwie słowie” – mówi znane polskie powiedzenie. Jakie to dwa słowa wystarczą za wszystkie inne? „Profesor Bralczyk”. Za „profesorem Bralczykiem” kryją się wszystkie polskie słowa i dzięki nim rozumiemy je wszystkie.
Czy można wyobrazić sobie dwa słowa o większym w języku zastosowaniu?
Michał Ogórek 

wtorek, 10 października 2017

Mężczyzna, który gonił swój cień - David Lagercrantz

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 4-/6
Recenzja mojego męża.

Książka z założenia ma być 5. tomem dla mnie kultowej serii Millennium pióra nieodżałowanego Siega Larssona.
Kilkanaście miesięcy temu przeczytałem tom 4. Dla mnie to była profanacja, coś co w ogóle nie powinno mieć napisu Millennium na okładce.
W związku z tym nic dziwnego, że postanowiłem ze sporą rezerwą podejść do tomu 5. Muszę jednak przyznać, że chociaż nie jest to książka idealna, to czyta się całkiem nieźle. Lagercrant chyba wziął sobie do serca, to co pisali o poprzednim tomie recenzenci. Poprawił się jego warsztat, poprawił styl, poprawił sposób prowadzenia fabuły. 5. tom wypada zdecydowanie lepiej od 4.
Larssonem autor nie jest, a książka nie może się równać z Millennium, ale mogę zachęcić do jej lektury. Warunek jest jeden, nie możecie traktować Mężczyzny, który gonił swój cień, jako kontynuacji trylogii napisanej przez Larrssona. Potraktujcie książkę, jako osobną lekturę, nie związaną ze szwedzką trylogią. Mimo obecności na kartach powieści Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista, da się to zrobić. Ciekawym i ułatwiającym to zabiegiem jest dodanie kilku interesujących postaci, choć jedną z nich autor potraktował wg. mnie trochę zbyt płytko.
Książka nawiązuje do aktualnych tematów, czego przykładem może być kwestia islamistów i tego co robią z Europą oraz islamofobów. Poza tym poruszana jest problematyka inżynierii genetycznej oraz stabilności pieniądza i szaleństw ekonomii i naszego świata w ogóle.
Co istotne szczególnie w kwestii dot. islamu, w książce brak królującej wszędzie do bólu poprawności politycznej. Mam wrażenie, iż autor opisuje wszystko, takim jakim jest, a nie jakim powinno wg. wielu być.
Co prawda kilka wątków ma dla mnie zbyt mało rozbudowane zakończenie, tak jakby pisarz nie wiedział w zasadzie, jak to zrobić, ale i tak książkę nieźle się czyta.
Brak co prawda klimatu Larssona, ale tak jak wspomniałem, czytajmy Lagercrantza w oderwaniu od Millennium. Jako tom 5. książka się nie sprawdzi, brak tej specyficznej atmosfery Millennium i stylu Larssona. Jako samodzielna jest niezła, choć do doskonałości jeszcze sporo Lagercrantzowi brakuje.